wstecz
Wirtualna Polska, Poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Śmierć psa wstrząsnęła Internautami
Ta historia wstrząsnęła miłośnikami zwierząt. Fabułę rodem
z filmu sensacyjnego śledzili przez kilka dni Internauci
z forum Dogomania. Zaczęło się dwa tygodnie temu, od
niewinnego anonsu. "Znalazłam psa na parkingu. Niestety,
nie mogę go zatrzymać, szukam dla niego domu, choćby tymczasowego" - napisała Gosia
- jedna z użytkowniczek forum. Pies potrzebował wyjątkowej opieki.
Był chory. Miał nowotwór jąder, problemy ze skórą i utrzymaniem równowagi,
był odwodniony i głuchy. Tydzień później pies zginął
w tajemniczych okolicznościach
Na trzy dni psa przygarnęła inna Internautka - Ania.
Zapewniła mu opiekę lekarską i oddała mu serce.
Odżył i według oceny weterynarza, którego Ania odwiedziła,
rokowania zwierzęcia były dobre. Musiała go jednak oddać,
bo miała już jednego czworonoga. Na szczęście zgłosiła się
osoba, która zdecydowała się przygarnąć Ozzy'ego
(tak nazwała psa Ania) na stałe. Nowa właścicielka - Agnieszka -
obiecywała, że pies będzie miał dobre warunki. Pies miał zamieszkać
z jej rodzicami w dużym domu z ogrodem w Kraśniku pod
Wrocławiem. Agnieszka obiecała, że pies będzie leczony
i zapewniała, że jej rodzice, którzy sami niedawno pożegnali
Golden Retrievera, bardzo kochają tę rasę - przypomina sobie
Ania. Jak się później okazało pies zamieszkał tylko z nią
w bloku w Lubinie. Już następnego dnia Internauci z Dogomanii
zaczęli niepokoić się co się dzieje z Ozzym.
Agnieszka udzielała tylko lakonicznych wypowiedzi o stanie
jego zdrowia i twierdziła, że kastracja jaką pies ma przejść
w związku z rakiem jąder nie ma sensu. Weterynarz u którego
była z psem zapewnił ją, że pies nawet nie dożyje operacji,
a poza tym i tak ma zmiany skórne, które uniemożliwiłyby
przeprowadzenie zabiegu - opowiada z przejęciem Ania.
Internauci zaczęli się niepokoić o zdrowie czworonoga.
Piszą, że nowa właścicielka była uparta i nie chciała
konsultacji innego weterynarza. Termin zawiezienia psa
do rodziców również opóźniał się. W tej sytuacji
Ania chciała odebrać psa, bo umowa adopcyjna w przyszłymi
właścicielami, którymi docelowo mieli być rodzice Agnieszki,
nie została jeszcze podpisana. Poinformowała Agnieszkę,
że jeśli psa nie odda, powiadomi policję.
Wstrząsające zdjęcia w grobie
Nie zdążyła tego zrobić. Dostała sms-a o treści: "pies zdechł,
jadę go pochować". Agnieszka podawała różne wersje śmierci zwierzęcia.
Najpierw, że nie podała psu leków. Potem, że odszedł pod opieką koleżanki,
a na koniec, że został uśpiony. Nie zgadzała się też data. Z sms-a wynikało,
że pies zdechł w piątek, a zaświadczenie lekarskie wskazuje na
to, że Ozzy został uśpiony jeszcze w czwartek. Zszokowana Ania
z kolegą pojechała na miejsce. Domofon odebrał ojciec Agnieszki.
Poinformował, że córka przebywa w Kraśniku. Jest dorosła i nie
odpowiadam za nią - miał powiedzieć. Agnieszka nie odbierała
telefonu. Po namowach kolegi Ani Krzysztofa obiecała, że pokaże
miejsce pochówku psa. Przyjechali, odkopali grób i zrobili zdjęcia
samego worka. Pojechali do Akademii Rolniczej we Wrocławiu i
zrobili kolejną porcję zdjęć. Były wstrząsające. Zakrwawiona sierść
i rany. Makabryczny widok udokumentowali w prosektorium.
Prof. dr. hab. Janusz Madej wykonał sekcję zwłok i powiedział
na łamach dziennika "Słowo Polskie-Gazeta Wrocławska", że jak
żyje, czegoś takiego nie widział. Sprawa trafiła na policję,
gdzie zostało złożone zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Prowadzimy postępowanie w tej sprawie. Wykonano wstępne czynności
- w czwartek przyjęto zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa,
przesłuchujemy świadków i zbieramy materiał dowodowy.
Oczekujemy jeszcze na wyniki sekcji zwłok - mówi sierż.
Elwira Zboińska, rzeczniczka Powiatowej Komendy w
Lubinie. Czynności sprawdzające policji są nadzorowane
przez prokuraturę. Jeśli podejrzenia się potwierdzą to
zostanie wszczęte dochodzenie w tej sprawie - mówi
Liliana Łukasiewicz - rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Nie skatowałam go!
Wersja zdarzeń widziana oczyma Agnieszki jest zupełnie inna.
Choć Ania twierdzi, że kilkakrotnie informowała Agnieszkę o
schorzeniach psa, ta jest innego zdania. Mówi, że nie wiedziała
o nowotworze. Przyznaje, że uśpiła psa, ale nie zakatowała go.
Zarzuca kłamstwo forumowiczom Dogomanii, których większość twierdzi,
że bestialsko zabiła psa tępym narzędziem. Dlaczego zatem nie oddała
psa, jeśli planowała go uśpić. Bała się, że pomyślą o
niej nieodpowiedzialna gówniara - mówi Piotr Kanikowski,
dziennikarz "SP-GW", który długo z nią rozmawiał w redakcji
i napisał serię artykułów na ten temat. Poza tym Agnieszka
zaprzecza, że po wykopaniu zwierzęcia miało ono na sierści
ślady krwi. Z tego co mi opowiadała wynika, że nie jest do końca
jasne, co działo się z psem potem. Ludzie, którzy przyjechali
po Ozziego, wrzucili zwłoki do bagażnika i odjechali. Nie miałam
pojęcia, że zaraz zacznie się koszmar - opowiadała na łamach "Słowa
Polskiego-Gazety Wrocławskiej". Nie sądzę, że ona mogła to zrobić,
ale cała, ta sprawa to jedna wielka zagadka, którą trudno
będzie rozwikłać - mówi dziennikarz "SP-GW".
Patronatem objęła tę sprawę fundacja EMIR zajmująca
się ochroną zwierząt. Swoją pomoc zaoferowały również
inne organizacje. Chodzi nam o to żeby osoba winna tej zbrodni
poniosła karę i zrozumiała, że zwierzę jest bezbronne i ufa ludziom -
podkreśla Ania. Też opiekowałam się Ozzym i wiem, jak potrafił godzinami
na mnie patrzeć, tylko po to abym zwróciła na niego uwagę. On chciał
tylko, żeby go pogłaskać. Nie rozumiem jak tak wdzięcznego psa można
skatować - podsumowuje.
Prawo
Sprawy dotyczące znęcania się nad zwierzętami są trudne, bo zwierzęta nie
potrafią mówić, a ludzie nie mają pojęcia o istnieniu ustawy o ochronie zwierząt -
ocenia Cezary Wyszyński z fundacji Niedźwiedź. Ten temat jest zawsze z boku.
Nawet policja bagatelizuje takie sytuacje twierdząc, że ma poważniejsze przypadki.
A jeśli nawet dojdzie do sprawy w sądzie, to albo brakuje dowodów winy, albo
szkodliwość czynu jest niska, dlatego przeważnie kończy się ona umorzeniem -
dodaje Wyszyński. Na mocy ustawy o ochronie zwierząt z 1997 roku, za zabijanie
zwierząt z naruszeniem przepisów, albo za znęcanie się nad nim, grozi kara
pozbawienia wolności do roku, ograniczenia wolności albo grzywna. Jeżeli
sprawca działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia
wolności do lat 2. Sąd może też orzec nawiązkę w wysokości od 25 zł do 2500 zł
na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce albo na inny cel
związany z ochroną zwierząt.
Zobacz także:
www.ozzy.dog.pl
Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska
Artykuł możecie także przeczytać tutaj